NoBullshitAbout

NoBullshitAbout to jedyna w swoim rodzaju inicjatywa, której celem jest zrzeszenie grupy ludzi z danej branży i wymiana najlepszych praktyk, dyskusji i poszerzania wiedzy dla specjalistów i osób zainteresowanych branżą testerską.


Tworzymy płaszczyznę swobodnej rozmowy.

Tworzymy płaszczyznę swobodnej rozmowy, gdzie prym wiedzie autentyczność i merytoryka. Chcemy inspirować i motywować ludzi do myślenia, poddawania w wątpliwość utartych schematów i zastanawiania się nad celem podejmowanych działań. W obecnych czasach ludzie idą za modą, zapisują się na różnego rodzaju kursy i szkolenia, które często nie wnoszą nic poza papierem. Nauka narzędzi nie idzie w parze z nauką, w jakim celu te narzędzie stosować, jak weryfikować efekty swojej pracy. Pracownikom brakuje umiejętności myślenia, dlatego w „NoBullshitAbout” chcemy pobudzać dyskusją i nieszablonowym podejściem do przemyśleń, a w konsekwencji do rozwoju kompetencji zawodowych.

Wywiad z pomysłodawcą idei „NoBullshitAbout”

- Skąd pomysł na inicjatywę „NoBullshitAbout”?

- Od zawsze stawiałem na merytorykę. Po wielu latach prowadzenia biznesu, między innymi w branży testerskiej, zauważyłem, że do klientów najbardziej przemawiają prosty przekaz i szczery feedback. Starałem się znaleźć swoją niszę i być w tym po prostu dobry. Rozmawiam z różnymi ludźmi i widzę, że są już zmęczeni tymi „bullshicikami”, brakiem autentyczności. Stąd pomysł, żeby stworzyć miejsce do szczerej rozmowy, bez napinki, ale z sensem, gdzie każdy ma szansę powiedzieć co naprawdę myśli, co się u niego sprawdza.

- Czyli No Bullshit to dla Ciebie po prostu autentyczność?

- W dużej mierze tak, ale nie tylko. To również umiejętność myślenia, wyciągania wniosków, żeby gadać po co coś robimy i jak zweryfikujemy czy robimy to właściwie.

- A gdzie widzisz NoBullshitAbout za kilka lat?

- Chciałbym, żeby NoBullshitAbout zrzeszał coraz więcej ludzi. W tym roku uderzamy w branżę testerską, ale kolejne edycje będą dotyczyć całej branży IT, HR, Marketingu. Chcę robić to wokół tematów, które są mi bliskie. Będzie to cykl wydarzeń w różnej formie, ale zawsze autentycznych i do bólu konkretnych.

 

foto_21

- Tegoroczna konferencja skupia się na testerach. A jakie widzisz obecnie największe wyzwania w tej branży?

- Myślę, że obecnie wyzwaniem numer 1 jest adaptowanie się do wymagań stojących przed dzisiejszym modelem pracy. Zarówno ze strony pracowników, jak i pracodawców, bo to jest nierozerwalny układ, mocno na siebie wpływający. Dużo mówi się o wspaniałych wartościach – szacunku, szczerości, wartości pracy, a w praktyce często bywa już inaczej. Jest to również aspekt metodyczny - na rynku jest wiele szkoleń, które dają tylko papier, ale nie umiejętności czy wiedzę. Często są tylko po to, żeby HRy mogły odklikać „kompetencję” w formularzu rekrutacyjnym. Robią to, bo brakuje alternatyw. A to nie skończony kurs świadczy o tym, co umiesz, jakim jesteś człowiekiem czy pracownikiem.

Inną kwestią jest tempo realizacji projektów i idąca za tym potrzeba optymalizacji działań, aby zmieścić się w założeniach. Są ludzie, którzy to rozumieją, którzy wiedzą, że to co było już nie wróci i trzeba na nowo ustawiać pracę, czasami zacząć od 0, a z doświadczenia trzeba czerpać mądrość. A to wymaga dużo wysiłku.

Ostatnią, jak nie najważniejszą rzeczą jest to – pracujemy tak szybko, że nie mamy czasu myśleć. Mówi się „trzeba tak zasuwać z taczkami, że nie ma czasu ich ładować”. A to duży problem, bo myślenie to podstawa, bo trzeba wiedzieć co i po co się robi. Dopasować się do organizacji, do projektu, do zespołu.

- Dlaczego tak dużą uwagę przywiązujesz do tak zwanego „aspektu ludzkiego”?

- Bo to dla mnie podstawa. Ludzie to najważniejszy i najbardziej niestabilny, w rozumieniu dynamiki zmian, element procesu wytwórczego. Żyjemy w czasach dostępu do nieograniczonej wiedzy i pogłębiającej się nieumiejętności korzystania z tych zasobów. Prosty przykład – jak planować swoją karierę. To problem, którym mocno się zajmujemy w ramach naszych działań HRowych. Ludzie nie mają na siebie pomysłów albo mają ich za dużo, idą za trendami, a jak nie wychodzi to mają wiele pretensji, najczęściej do pracodawców. Z drugiej strony firmy nie chcą inwestować w niestabilnych pracowników. Koło się zamyka.

Przyszłość należy do ludzi, którzy będą potrafili się zaadaptować, ale przede wszystkim uczciwie i szczerze traktować. Po każdej ze stron rynku pracy.

- I konferencja „No BS about testing. Thinking Driven Testing” poruszy te problemy?

- W jakimś stopniu na pewno. Szczególny nacisk kładziemy na myślenie, dlatego robimy konferencję w duchu „Thinking-Driven Testing”, czyli podejścia wymyślonego przez Adama Romana, guru środowiska testowego.

- OK, przeskoczmy do generaliów. Po co ty to w ogóle robisz?

- Chcemy z moimi partnerami - Adamem Romanem i Kubą Rosińskim - rozruszać towarzystwo, wpuścić sporo świeżego powietrza. Od dłuższego czasu zbieramy feedback. Pięknie rozwijają się społeczności testerskie. Ale docierają do nas głosy, że jest potrzeba działań „centralnych”. Adaś od lat dostarcza masę świetnej wiedzy, reprezentuje nas na międzynarodowym rynku, pisze bestselery branżowe. Kuba to mądry, ale skromny praktyk, niebojący się żadnej roboty, a do tego z niesamowitą charyzmą. Żal nie zrobić z taką ekipą czegoś fajnego!

Spotkałem w życiu wielu ciekawych ludzi, którzy są w jakiś sposób nieszablonowi i dlatego często niewystarczająco doceniani przez otoczenie, które ich nie rozumie. A ja kocham tę nieszablonowość i uwielbiam ją z ludzi wyciągać, bo wiem, że za każdą „innowacją” idzie wyrwanie się ze schematu.

Poza tym jest to swego rodzaju rozwój biznesu, wchodzimy na nowe tereny i zobaczymy, co z tego wyniknie.

- Co chciałbyś, żeby uczestnik wyniósł z konferencji?

- Chciałbym, żeby ludzie wyszli z poczuciem, że to, co robimy nie jest ściemą, a to, czego się dowiedzieli stanowi dla nich rzeczywistą wartość. Że warto odkrywać w sobie swoją wyjątkowość. I że warto być Nobullszitowcem.